„Posłuchaj mnie, biedactwo. Antoine zasługuje na żonę takiego kalibru. Nie na jakąś nic nieznaczącą żonkę, kurczowo trzymającą się martwego małżeństwa”.
Potem uniosła szklankę.
I chlusnęła mi w twarz całą lodowatą wodą.
Szok zaparł mi dech w piersiach.
Woda spływała mi po włosach, po czole, po szyi.
Kostki lodu uderzały w moją klatkę piersiową, zanim wylądowały na bluzce.
W restauracji zapadła brutalna cisza.
Nawet skrzypce ucichły.
Przez kilka sekund słyszeliśmy tylko dźwięk wody powoli kapiącej na podłogę.
Zostałam na miejscu.
Wyprostowana.
Bez ruchu.
Potem powoli podniosłam ręcznik i wytarłam twarz.
Nie krzyczałam.
Nie płakałam.
Nie drżałam.
Po prostu spojrzałam na Eleanor.
I po raz pierwszy jej uśmiech zbladł.
„Co?” warknęła. „Czemu tak na mnie patrzysz?”
Odwróciła się gwałtownie w stronę kelnerów, którzy zamarli, zszokowani tą sceną.
„Na co czekacie? Natychmiast wyprowadźcie tę kobietę! Jest przemoczona, absurdalne, psuje nam kolację!”
Nikt się nie ruszył.
Potem krzyknęła głośniej: