I głosem drżącym z szacunku powiedział:
„Pani prezes… proszę przyjąć nasze najszczersze przeprosiny. Czy jest pani ranna?”
Cisza, która zapadła, była bardziej gwałtowna niż szklanka wody wylana mi w twarz.
CZĘŚĆ 2
Upadek Arogancji
Nikt się nie odezwał.
Elegancka klientela Lys de Montaigne, przyzwyczajona do dyskretnych skandali i upokorzeń ukrytych za uprzejmymi uśmiechami, obserwowała teraz tę scenę, nie śmiąc oddychać.
Éléonore straciła uśmiech.
Jej usta były lekko rozchylone.
Jej wzrok przeskakiwał z menedżera na mnie, a potem na Antoine’a, jakby jej mózg odmawiał posłuszeństwa temu, co właśnie usłyszała.
„Pani… prezes?” mruknęła.
Antoine z kolei wyglądał na sparaliżowanego.
Jego twarz poszarzała.
Wpatrywał się we mnie, jakbym na jego oczach przemieniła się w przerażającego nieznajomego.
Monsieur Beaumont wciąż trzymał przede mną serwetkę.
Ująłem ją powoli.
„Dziękuję, monsieur Beaumont”.
Na te słowa kelnerzy wokół nas skłonili się.
Nawet ochroniarze spuścili głowy.
Éléonore cofnęła się o krok.
„Nie… nie, to niemożliwe” – wyjąkała. „To musi być jakaś pomyłka. Ona? Prezes? Ale ona jest… ona jest żoną Antoine’a. Nawet nie pracuje. Jest nikim”.
Twarz monsieur Beaumonta stwardniała.
Głos, gdy odpowiadał, odbił się echem po całym salonie.
„Uważaj na słowa, panno de Valmont”. Kobieta, którą właśnie obraziłeś i zaatakowałeś, to Madame Camille Laurent, właścicielka Le Lys de Montaigne, prezes grupy Étoile Royale i jedna z najbardziej wpływowych kobiet we francuskiej branży hotelarsko-restauracyjnej.
W restauracji niczym fala przeszedł szmer.
Éléonore zakryła usta dłonią.
Antoine cofnął się, o mało co nie uderzając o krzesło za sobą.
„Camille…” – wyszeptał. „To prawda?”