Z wypielęgnowanych żywopłotów i cieni wiązów, na piersi Beatrice pojawiły się jednocześnie trzy czerwone laserowe punkty. Jeden na sercu. Dwa na płucach.
Beatrice zamarła. Otworzyła usta w milczącym przerażeniu, a jej wzrok powędrował w dół, ku tańczącym światłom na jedwabnej bluzce.
„Kim… kim ty jesteś?” – wyjąkała drżącym głosem.
Nie odpowiedziałam. Nie byłam tam, żeby to wyjaśnić.
Uniosłam but i kopnęłam energicznie drzwi, tuż obok mechanizmu zamka.
TRZASK.
Drewno się rozprysło. Zamek się roztrzaskał. Drzwi wpadły do środka, zwalając Beatrice z nóg na marmurową podłogę.
Przeszedłem nad nią, naciskając słuchawkę.