Zanim do mnie dotarł, dwóch ochroniarzy stanęło między nami. Leo najwyraźniej był na to przygotowany.
„Czy jest jakiś problem, pani Mercer?” – zapytał jeden ze strażników.
„Nie” – odpowiedziałam. „Ci ludzie właśnie zdali sobie sprawę, że nie stać ich na udogodnienia.”
Ryan rozejrzał się.
Goście gapili się. Personel udawał, że mu się to nie podoba. Jego duma pękała publicznie, w jedynym miejscu, w którym kiedykolwiek miała dla niego znaczenie.
Potem wypowiedział zdanie, które przekreśliło wszystko.
„Gdybyś była lepszą żoną” – warknął – „może moja rodzina naprawdę by chciała, żebyś była przy mnie. Może nie musiałbym cię zostawiać”.
Nawet Celeste wyglądała na zaskoczoną.
Coś we mnie zaskoczyło.
Nie zepsute.
Odblokowane.
Spojrzałam na mężczyznę, którego przez pięć lat próbowałam zadowolić, i zdałam sobie sprawę, że już go nie lubię.
„Jeśli bycie dobrą żoną oznacza finansowanie mojego braku szacunku” – powiedziałam – „to cieszę się, że jestem najgorszą żoną w historii”.
Wyciągnęłam kopertę z kieszeni marynarki i podałam mu ją.
„Co to jest?” – zapytał.
„Klucze do mieszkania. Pilot do garażu. I kopia nakazu tymczasowego, który mój prawnik złoży po moim powrocie do domu. Masz czterdzieści osiem godzin na zabranie swoich rzeczy z mojego domu”.
„Twojego domu?” krzyknęła Celeste. „To jego dom”.