„Hej, gdzie mam postawić napoje?”
Była naszą rodziną pod każdym względem, oprócz więzów krwi.
Odwróciłam się. „Na stoliku nocnym. Nie, na tym drugim. Dziękuję”.
Przeszłam przez imprezę, dumna z siebie, że udało mi się to wszystko zorganizować i utrzymać prawie wszystko pod kontrolą, ale jednocześnie przysięgłam sobie, że nigdy więcej nie będę organizować czegoś tak wielkiego.
W pewnym momencie Ellie wślizgnęła się obok mnie. „Za dużo robisz” – powiedziała cicho.
Zaśmiałam się. „Zawsze tak robię. Wiesz o tym”.
„Mogłam pomóc więcej, zanim ludzie tu przyjechali”.
„Zrobiłaś już dużo”.
„Za dużo robisz”.
Przez pół sekundy pozwoliłam sobie poczuć wdzięczność za jej obecność.
Wtedy Will krzyknął gdzieś spod stołów. Chwilę później zobaczyłam go wyłaniającego się spod obrusu z dwójką innych dzieci. Wyglądał, jakby wychowały go na dworze wesołe szopy.
Kolana miał ubrudzone trawą, a ręce brudne.