Powiedział to tak, jakby opowiadał mi coś zabawnego.
Otworzyłam oczy. Wiedziałam, co muszę teraz zrobić.
Ellie z radością wyniosła dla mnie tort urodzinowy Brada. Stałam krok za nią, kiedy stawiała go na stole. Wymienili z Bradem uśmiechy. Starałam się nie zwymiotować.
Wszyscy zebrali się wokół i wyjęli telefony.
Wiedziałam, co muszę teraz zrobić.
„Dobrze, dobrze” – powiedział Brad. „Proszę bez przemówień”.
„Tylko jedno” – powiedziałam.
Ludzie ucichli.
Brad uśmiechnął się do mnie, niczego nie podejrzewając. „No dobrze” – uśmiechnął się szeroko. „Kim jestem, żeby mówić żonie, że nie może obsypywać mnie komplementami w moje urodziny?”
Goście się roześmiali. Spojrzałam na niego, potem na Ellie i znowu na niego.
„Proszę bez przemówień”.
„Cały dzień upewniałam się, że to przyjęcie było dla ciebie idealne” – powiedziałam.
Teściowa położyła rękę na piersi, jakby myślała, że zaraz zrobi się sentymentalnie.
„Jedzenie, goście, dekoracje. Wszystko. Myślę więc, że wypada poprosić o jedną przysługę, zanim pokroimy tort”.
Brad zaśmiał się cicho. „Dobrze…”