„Co ty, do cholery, wyprawiasz?” – wyrzucił z siebie.
Veronica odpowiedziała pierwsza, tym swoim głosem, który wydaje się miękki, dopóki nie zacznie podrzynać gardła bez drgnięcia rzęsy.
—Ochrona mienia, panie Montalvo. Proszę usiąść.
Nie usiadł od razu.
Rozejrzał się dookoła, jakby szukał bardziej przychylnej publiczności albo przynajmniej kącika, gdzie jego męskość nie byłaby oceniana na podstawie dokumentacji.
„To sprawa osobista” – powiedział. „Wykorzystują firmę do kłótni kochanków”.
W
Pochylił się lekko do przodu.