—Nie, Ricardo. Osobiste było poślubienie mojej pracownicy, twierdząc, że jest w podróży służbowej. To jest księgowość.
To zdanie uderzyło go mocniej niż jakikolwiek krzyk.
Bo księgowość to liczby, godziny, podpisy, raporty, harmonogramy i faktury, a wobec tego człowiek taki jak on ma tylko charyzmę, donośny głos i nieznośną matkę.
Przesunęliśmy teczkę.
Obserwowałem, jak jego oczy skanują daty, wydatki, hotele, opłaty, autoryzacje i wydrukowane wiadomości, i po raz pierwszy od lat zobaczyłem na jego twarzy coś w rodzaju strachu.
Nie dla wyrzutów sumienia.
Nigdy dla wyrzutów sumienia.
„Ximena nie ma z tym nic wspólnego” – powiedział zbyt szybko.
To potwierdziło mi dwie rzeczy: że rzeczywiście była we wszystko zamieszana i że był gotów ją poświęcić, byle tylko nie stracić resztek prestiżu.
Veronica to zauważyła.
„Ciekawe” – odpowiedział. „Ponieważ jego podpis wydaje się potwierdzać wydatki panny Ximeny, a jego konto jest powiązane z zakupami dokonanymi podczas nieistniejącej podróży. Co więcej, oboje nie zgłosili związku niezgodnego z wewnętrznymi procedurami”.
Ricardo z trudem przełknął ślinę.