Nigdy nie poznają chłodu apartamentu Nicka Drayke’a. Nigdy nie nauczą się, że ich wartość jest związana z ich użytecznością. Dorastają w ostrym, nieustępliwym świetle prawdy, strzeżeni przez duchy i wilki, które ich kochają.
„Moje życie nie skończyło się w tym szklanym biurze, prawda?” – wyszeptałam, a ta świadomość rozkwitła w mojej piersi niczym nagły, gwałtowny wschód słońca.
„Nie” – Lucien zgodził się cicho. – „To była po prostu eksmisja z płonącego budynku”.
„Są moje” – powiedziałam, a mój głos stawał się coraz mocniejszy, a drżenie rąk całkowicie zniknęło. Spojrzałem na mężczyznę, który wyciągnął mnie z ruin, ojca, o którym istnieniu nie miałem pojęcia. „Nick próbował mnie wymazać. Myślał, że rozwód to egzekucja. Ale to był dopiero początek. I przysięgam na Boga, nikt już nigdy nie odbierze mi rodziny”.
Lucien Arkwright odchylił się na krześle, a w kącikach jego ust pojawił się powolny, groźny i niesamowicie dumny uśmiech.
„Nie” – wyszeptał, a obietnica brzmiała definitywnie niczym zamykający się skarbiec. „Nikt nigdy tego nie zrobi”.