Kiedy weszłyśmy na pokład, Maya siedziała sztywno na ogromnym, skórzanym fotelu. Jej nogi zwisały kilka centymetrów nad podłogą. Kiedy stewardesa podeszła, oferując kosz ciepłych ciastek i świeżych soków, Maya wtuliła się w tapicerkę. Jej kostki zbielały, gdy ściskała podłokietnik.
„Nie, dziękuję” – wyszeptała, nerwowo zerkając na mnie.
„Maya, weź muffinkę. Musisz coś zjeść” – namawiałam ją delikatnie.
Pokręciła głową, a w jej ciemnych oczach napłynęły łzy. „Nie mogę, babciu. Mama mówi, że jestem finansowym obciążeniem. Mówi, że moje rachunki za leczenie są zbyt wysokie, a jeśli będę jeść poza limitem, nie będą mogli sobie pozwolić na lekcje jazdy na nartach dla Ethana”.
Powietrze uleciało mi z płuc. To była wojna psychologiczna. Serena nie tylko zaniedbywała ciało Mai; aktywnie niszczyła jej umysł. Wymyśliła fałszywą chorobę, żeby kraść pieniądze obcym, a potem przekonała siedmiolatkę, że jest drogim pasożytem, który rujnuje rodzinę.
Odpięłam pas i odwróciłam się do niej całym ciałem. Ujęłam obie jej zimne, drżące dłonie w swoje zrogowaciałe dłonie.
„Maya, spójrz na mnie”. Mój głos był cichy, ale brzmiał absolutną pewnością siebie dowódcy. „Twoja matka cię okłamała. Wiesz, co babcia robiła w wojsku? Zarządzałam operacjami wywiadowczymi wartymi miliony dolarów. Dokładnie wiem, ile kosztują rzeczy i wiem, kiedy ktoś kłamie”.
Pociągnęła nosem, patrząc na mnie spod rzęs.
„Nie jesteś finansowym obciążeniem. Nie jesteś chora. Powodem, dla którego narzekają na pieniądze, jest to, że twój ojciec podejmuje głupie decyzje, a twoja matka kupuje rzeczy, których nie potrzebuje, żeby zaimponować ludziom w internecie. To nie ma z tobą nic wspólnego”. Sięgnęłam po ciepłą muffinkę z jagodami i szklankę soku jabłkowego od kelnerki. Postawiłam je na stoliku Mai.
„Zapłaciłam za to. Za swoje pieniądze. I mam ich aż nadto. Twoje jedyne zadanie dzisiaj to jeść, odpoczywać i być siedmioletnią dziewczynką. Ja zajmę się pieniędzmi. Ja zajmę się kłamstwami. I ja zajmę się twoimi rodzicami”.
Obserwowałam, jak jej wahanie walczy z głodem. W końcu wzięła muffinkę. Z każdym kęsem widziałam, jak jej ramiona rozluźniają się odrobinę. Przerażona mała więźniarka słabła, a z niej zaczynało wyłaniać się dziecko.