Wylądowaliśmy w Aspen wczesnym popołudniem. Powietrze było rozrzedzone i przenikliwie zimne. Pojechaliśmy prywatnym samochodem krętymi górskimi drogami w kierunku Silver Peak Lodge. Ośnieżone szczyty górowały nad nami niczym milczący sędziowie.
Spędziłam cały lot, porządkując swoją amunicję. Miałam zrzuty ekranu z GoFundMe. Miałam logi z inteligentnego domu, które pobrałam przed wyjściem z domu, potwierdzające spadek temperatury i zamek biometryczny. Miałam zdjęcia z tablicy.
Kiedy samochód podjechał pod masywne, drewniano-kamienne wejście do ośrodka, spojrzałam na zegarek. 15:00. Według skrupulatnego planu Sereny opublikowanego w internecie, właśnie uczestniczyli w ekskluzywnej gali après-ski w głównej sali balowej ośrodka.
Spojrzałam na Maję. „Jesteś gotowa?”
Mocno ścisnęła pluszowego misia i skinęła głową. Przeszliśmy przez ciężkie szklane drzwi do świata obscenicznego bogactwa. W holu unosił się zapach drewna cedrowego, drogich perfum i roztopionego sera Gruyère.
Szliśmy w kierunku, z którego dobiegał dźwięk kwartetu smyczkowego grającego w sali balowej. Drzwi były otwarte. Pułapka zastawiona. Teraz musiałem tylko wejść i zatrzasnąć szczęki.
Sala balowa Silver Peak Lodge była katedrą obżarstwa. Sklepione sufity, masywne kamienne kominki buchające żarem i lodowe rzeźby kapiące na srebrne tace z kawiorem. Sala była pełna elity…
Ludzie odziani w kaszmir, popijający szampana, całkowicie odizolowani od realnego świata.
Trzymałem Maję za rękę, gdy przedzieraliśmy się przez labirynt wysokich stolików. Szła lekko utykając, przytłoczona bodźcami sensorycznymi. Spędziła ostatnie dwa dni racjonując wodę z kranu w lodowatym domu, a teraz przechodziła przez pomieszczenie, w którym ludzie wyrzucali do śmieci niedojedzone mini burgery z wołowiny wagyu.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Znalezienie ich nie było trudne. Wystarczyło poszukać lampy pierścieniowej.
Była przymocowana do stolika VIP przy ogromnych oknach od podłogi do sufitu z widokiem na stoki. Serena siedziała skąpana w sztucznej białej aureoli. Miała na sobie nieskazitelny biały strój narciarza, który prawdopodobnie kosztował więcej niż mój pierwszy samochód. W jednej ręce trzymała kieliszek różowego wina, a drugą dramatycznie gestykulowała w stronę ekranu telefonu.