Valérie to obejrzała.
Jej twarz zbladła.
Nogi się ugięły.
I po raz pierwszy od dwóch lat odetchnęłam, nie czując tego potwornego ciężaru na piersi.
Proces trafił na pierwsze strony gazet. Mówiono o „zaginionym synu, który odnalazł się po dwóch latach”. Niektórzy widzieli w tym jedynie sensacyjną wiadomość. Dla mnie to był powrót skradzionego bicia serca.
W obliczu dowodów Valérie w końcu się załamała.
Arszenik.
Nagranie.
Cała ta sytuacja ją przytłoczyła.
Skazano ją na surowy wyrok więzienia. A przede wszystkim, nie mogła już nigdy zbliżyć się do mnie ani do mojego syna.
Długo wracałam do zdrowia. Arszenik nie opuszcza organizmu z dnia na dzień. Ale każdego ranka, kiedy otwierałam oczy i widziałam Eliasa w kuchni, żywego, solidnego, prawdziwego, parzącego kawę dłońmi pokrytymi siatkami i solą, coś we mnie się goiło.
Kilka tygodni później zabrał mnie na wybrzeże Wandei, żeby…
Spotkałam Jean-Marca i Solange.
Przyniosłam im kosz jedzenia, butelkę wina i podziękowanie, które było zdecydowanie za małe jak na to, co zrobili.
Solange wzięła moją twarz w swoje szorstkie dłonie.
„Zwrócił się do nas, proszę pani” – powiedziała cicho. „Ale to miłość matki go odnalazła”.
Staliśmy długo twarzą do oceanu.
Elias zdjął buty i podszedł do brzegu, gdzie fale rozbijały się o piasek. Wiatr unosił jego włosy, tak jak wtedy, gdy był dzieckiem.
„Straciłem dwa lata, mamo” – wyszeptał.
Przytuliłam go od tyłu.