„Tej nocy słyszałem ją przez telefon. Rozmawiała o ubezpieczeniu na życie. Mówiła o tobie. Powiedziała, że jeśli umrzesz na zawał za kilka miesięcy, nikt nie będzie tego kwestionował”.
Krew odpłynęła mi z twarzy.
„Od… ode mnie?”
„Tak. Chciałem się z nią skonfrontować. W końcu przyznała, że ma ogromne długi. Niebezpieczni ludzie żądali od niej pieniędzy”. Powiedziałem jej, że zamierzam złożyć pozew o rozwód i wyciągnąć cię z opresji. Spanikowała. Błagała mnie. Potem zepchnęła mnie za balustradę.
Zakryłem usta dłonią.
Gwar kawiarni nagle ucichł, jakby cały świat schował się za szybą.
„Jak przeżyłeś?”
Przetarł twarz dłonią.
„Fale rzuciły mną o skały. Uderzyłem się w głowę. Kiedy się obudziłem, nie wiedziałem, kim jestem. Dwóch rybaków znalazło mnie wcześnie rano, w pobliżu ustronnej zatoczki. Jean-Marc i Solange Le Guen. Mieszkają nad morzem, niedaleko Noirmoutier. Przyjęli mnie i opiekowali się mną. Mieszkałem z nimi. Pomagałem im na ich łodzi, robiłem wszystko, co mogłem”. Przez długi czas miałem tylko retrospekcje. Potem, kilka tygodni temu, zobaczyłem jacht podobny do tego z tamtej nocy. Wszystko wróciło. Twoja twarz. Jej spojrzenie. Upadek. Strach. I zrozumiałem, że muszę wrócić, zanim cię zabije.
Wyjął z kieszeni małą szklaną butelkę.
„Dziś wieczorem, jeśli znowu poda ci swoją ziołową herbatę, udawaj, że ją pijesz. Zostaw trochę w środku. Potrzebujemy dowodu”.
Wróciłem do domu z poczuciem, że każda ściana w domu mnie obserwuje.
Valérie czekała na mnie w salonie.
„No i jak minęła randka? Miło?”
„Bardzo” – skłamałam bez mrugnięcia okiem.
Tej nocy, jak zwykle, przyniosła mi filiżankę ziołowej herbaty.
„Proszę, Hélène. Pomoże ci zasnąć.”
„Dziękuję, kochanie.”