„Mamo…”
Świat zadrżał.
Rzuciłam się na niego, szlochając tak, jak nie szlochałam w dniu, w którym zniknął. Dotknęłam jego twarzy, ramion, klatki piersiowej, ciepłej skóry. Chciałam się upewnić, że jest prawdziwy. Że ma temperaturę. Że oddycha. Że nie był halucynacją zrodzoną z mojego żalu.
„Gdzie byłeś? Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś?” wyjąkałam między łzami.
Zamknął oczy, jakby tłumiąc ból.
„Przepraszam, mamo. Nie mogłem wrócić wcześniej”.
Usiedliśmy.
Zciszył głos.
„Powiedz mi dokładnie, co Valérie powiedziała ci o nocy, kiedy „umrę”.
Powtórzyłam to, co mówiła mi przez dwa lata. O wycieczce w morze jachtem wynajętym na urodziny przyjaciółki. Za dużo szampana. Głupia kłótnia. Lekkomyślny ruch. Upadek. Ciemność. Fale. Niemożność uratowania go. Poszukiwania. Ciało, którego nigdy nie odnaleziono.
Każde moje zdanie paliło mnie coraz bardziej.
Elias zacisnął pięści.
„To wszystko kłamstwo”.
Spojrzałam na niego, nic nie rozumiejąc.
Jego szczęka drżała.