Z ulgi.
Wciąż tam była.
Wciąż miałam szansę.
Kolejne tygodnie odmieniły nasz dom.
Wziąłem wolne w pracy. Thomas skrócił godziny pracy. Pielęgniarka przychodziła regularnie. Wizyty u lekarza zastąpiły późne spotkania i niepotrzebne nagłe wypadki w pracy.
Po raz pierwszy od dawna zrozumiałem, że moje życie nie zawali się, jeśli nie odpowiem na maila o północy.
Ale mogłoby się zawalić, gdybym stracił matkę.
Thomas próbował to naprawić.
Towarzyszył Madeleine na wizytach. Przygotowywał posiłki. Opiekował się Clarą bez narzekania. Przepraszał mnie wielokrotnie.
Pewnego wieczoru, gdy mama spała, powiedział do mnie:
„Myślałem, że postępuję słusznie”.
Spojrzałem na niego chłodno.
„Myślenie, że postępuję słusznie, to za mało, Thomas. Trzymałeś mnie w niewiedzy. Pozwoliłeś jej cierpieć w milczeniu. Decydowałeś za mnie, co mogę znieść”.
Spuścił wzrok.
„Wiem”.
„Jeśli chcesz coś między nami odbudować, nie przeprosinami. Prawdą. Zawsze”.
Skinął głową.
Nie wybaczyłam mu tamtej nocy.
Przebaczenie to nie przycisk, który naciska się, bo ktoś czuje wyrzuty sumienia.
To droga.
A Thomas musiał nią iść.
Dzień po dniu.
Jeśli chodzi o moją matkę, to powoli dochodziła do siebie.