Cofnęła się o kilka kroków.
Zatoczyła się.
I wytoczyła się z pokoju.
Serce mi stanęło.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam korytarzem.
Drzwi łazienki były uchylone.
W środku moja mama klęczała przed toaletą, gwałtownie wymiotując, a jej ciałem wstrząsały dreszcze.
Wyglądała na tak słabą, że mogła w każdej chwili upaść.
Cały strach, który tłumiłam w sobie od tygodni, eksplodował.
Ale to nie strach wydobył się z moich ust.
To było okrucieństwo.
„Co ty zrobiłaś, mamo?”
Powoli odwróciła głowę w moją stronę.
Jej oczy były zaczerwienione, zmęczone, ale dziwnie spokojne.
Ten spokój doprowadzał mnie do szału.
„Nie wstyd ci? Tata nie żyje i co teraz?”
Słowa wyszły z moich ust, zanim zdążyłam je powstrzymać.
„Myślałaś, że nie zauważę? Myślałaś, że możesz tu zostać, w moim domu, z tym brzuchem, udając, że wszystko jest w porządku?”
Nie odpowiedziała.
Thomas, obudzony moimi krzykami, podszedł do mnie od tyłu.
„Elise, przestań…”
Ale nie mogłam się powstrzymać.
„Co ludzie powiedzą? Że moja mama przyjechała opiekować się moją córką do Paryża, ukrywając ciążę? Chciałaś nas upokorzyć?”
Mama z trudem usiadła.
Położyła drżącą rękę na brzuchu.
Potem spojrzała na mnie.
Długo.
I cichym, niemal łamiącym się głosem powiedziała: