„Nie. Nic się nie stało. Jestem po prostu zmęczona”.
„To nie jest normalne”.
„Elise, już za dużo pracujesz. Thomas też. Nie dokładaj sobie.”
Kiedy powiedziałam Thomasowi, odpowiedział tonem, który próbował mnie uspokoić:
„Madeleine jest wyczerpana. Opiekuje się Klarą przez cały dzień. Po prostu potrzebuje odpoczynku”.
Chciałam mu wierzyć.
Ale coś we mnie nie chciało się uspokoić.
Pewnego popołudnia wróciłam do domu wcześniej niż planowałam. Moje spotkanie zostało odwołane w ostatniej chwili i postanowiłam zrobić Klarze niespodziankę.
Kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam mamę siedzącą na sofie, bladą na twarzy, trzymającą się za brzuch.
Klara bawiła się na swojej macie, milcząca, jakby rozumiała, że nie wolno jej przeszkadzać.
„Mamo!”
Podbiegłam do niej.
Miała zimne czoło. Usta drżały.
„Co się stało?”
„Nic… tylko trochę źle się czuję”.
Spojrzałam na nią.
I ta straszna myśl przeszła mi przez głowę.
Znałam ten brzuch.
Nosiłam w sobie Klarę. Wiedziałam, jak wygląda zmieniające się ciało, rosnący brzuch, sylwetka nabierająca tego precyzyjnego kształtu.
Ale moja mama miała ponad pięćdziesiąt lat.
Mój ojciec nie żył od lat.
To było niemożliwe.
Absurdalne.
Wstydziłam się nawet o tym myśleć.
Więc odepchnęłam tę myśl.
Ale wróciła.
Tego wieczoru opowiedziałam o tym Thomasowi.
Natychmiast zesztywniał.
„Czy zdajesz sobie sprawę, co sugerujesz?”