Były trudne poranki.
Leczenia, które ją wyczerpały.
Głębokie milczenie.
Strachy, których nikt nie odważył się wypowiedzieć na głos.
Ale były też zwycięstwa.
Pierwszego dnia udało jej się zrobić kilka kroków na korytarzu.
Pierwszego dnia śmiała się, widząc, jak Clara rozlewa mus jabłkowy.
W pierwszą niedzielę poprosiła nas o otwarcie okien, bo paryskie powietrze w końcu wydało się mniej duszne.
Pewnego wiosennego popołudnia znalazłam ją w salonie, siedzącą na dywanie z Clarą.
Moja córka podała mi małą plastikową łyżeczkę.
„Babciu, zupa!”
Mama udawała, że próbuje.
„Doskonała, pani Klaro. To prawie jak zupa rybna z Marsylii”.
Klara wybuchnęła śmiechem.
Stałam przy drzwiach.
Obserwowałam ich.
I poczułam, jak moje oczy napełniają się łzami.
Mama spojrzała na mnie.
„Co się stało?”
Pokręciłam głową.