Chroniła mój spokój ducha.
A ja oskarżyłam ją jak obcą osobę.
„Musimy działać szybko” – kontynuował lekarz. „Jej ogólny stan jest osłabiony i musimy działać, zanim sytuacja się pogorszy”.
Nie mogłam oddychać.
Thomas przetarł twarz dłonią.
Potem cicho powiedział:
„Elise… Muszę ci coś powiedzieć”.
Spojrzałam na niego.
A w jego oczach dostrzegłam poczucie winy, o którym nigdy wcześniej nie wiedziałam, że go nosi.
„Co?”
Spuścił głowę.
„Wiedziałam”.
Przez kilka sekund nie rozumiałam.
A raczej nie chciałam rozumieć.
„Co wiedziałaś?”
„Że twoja matka jest chora. Nie do końca na to, co miała, ale… wiedziałam, że cierpi. Powiedziała mi o tym”.
Poczułam, jak coś we mnie pęka.
„Od kiedy?”
Nie odpowiedział od razu.
Ta cisza była już odpowiedzią.
„Od mojej podróży do Marsylii trzy miesiące temu” – powiedział w końcu. „Prosiła, żebym ci nic nie mówił. Powiedziała, że jesteś już u kresu sił, praca, Claro, nieprzespane noce… Nie chciała być kolejnym problemem”.
Wpatrywałam się w niego, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę.
„I ty się zgodziłaś?”
„Elise…”
„Zgodziłaś się ukryć przede mną, że moja matka cierpi? Pozwoliłaś jej opiekować się naszą córką, kiedy miała guza w brzuchu?”
Głos mi się załamał.
„Podczas gdy ja myślałam o niej okropne rzeczy?”
Thomas zamknął oczy.
„Myślałem, że szanuję jej wolę”.
„Nie. Uciekłaś”.
Nie odpowiedział.