Usiadłam na zimnym krześle, Clara spała obok mnie, i poczułam, jak moje ciało drży.
Thomas stał pod ścianą.
Nic nie powiedział.
Jego milczenie mnie zaniepokoiło.
To nie był tylko niepokój.
To było coś innego.
Minęła godzina.
A potem dwie.
Za każdym razem, gdy otwierały się drzwi, podnosiłam wzrok.
W końcu pojawił się lekarz.
Miał poważny wyraz twarzy.
„Jesteście rodziną Madame”.
Madeleine Moreau?
Zerwałam się na równe nogi.
„Jestem jej córką”.
Odprowadził nas na bok.
Czułam już, że to, co zaraz powie, nie zabrzmi jak ulga.
„Pani matka nie jest w ciąży, proszę pani”.
Zamknęłam oczy.
Jakaś część mnie zawstydziła się.
Ale wyraz twarzy lekarza się nie zmienił.
I zrozumiałam, że to nie koniec.
„Więc… co jej jest?” – zapytałam prawie niesłyszalnie.
Wziął oddech.
„Badania wykazały bardzo dużą masę w jamie brzusznej. Musimy to jeszcze potwierdzić kolejnymi badaniami, ale istnieje silne podejrzenie złośliwego guza”.
Korytarz zdawał się wirować wokół mnie.
Oparłam się o ścianę.
Guz.
Złośliwy.
Moja matka nie ukrywała ciąży.
Ukrywała chorobę.
Nie kryła wstydliwej tajemnicy.