„Prawda jest taka” – stwierdziłam wyraźnie, patrząc prosto w obiektyw kamery głównej stacji informacyjnej transmitującej wydarzenie – „że pięć lat temu kupiłam spółkę zależną, w której pracował. Systematycznie, sztucznie awansowałam go z upadającego menedżera średniego szczebla na stanowisko prezesa, wykorzystując sieć głosów pełnomocników i ślepy kapitał. Zbudowałam każdy stopień schodów, które rzekomo pokonał”.
Lekko odwróciłam głowę, patrząc na Marcusa przez ramię. Płakał teraz otwarcie, a łzy czystego, nieskażonego przerażenia i upokorzenia spływały mu po twarzy, rujnując jego kosztowny wygląd.
„Zrobiłem to wyłącznie z litości” – oznajmiłem zgromadzonym, dokonując fatalnej, publicznej egzekucji całego jego istnienia. „Ślepa, głupia, małżeńska litość. Chciałem zobaczyć, co słaby człowiek zrobi z absolutną władzą”.
Odwróciłem się do niego twarzą, trzymając mikrofon blisko ust.
„Oblał test” – wyszeptałem, a słowa dudniły z głośników. „To oszust. To brutalny, znęcający się pasożyt. I ta litość kończy się dziś wieczorem”.
Odwróciłem się do zarządu w pierwszym rzędzie.
„Jako większościowy udziałowiec, oficjalnie korzystam z przysługującego mi prawa wykonawczego i zwalniam Marcusa Vance’a ze stanowiska dyrektora generalnego ze skutkiem natychmiastowym za rażącą niekompetencję i niemoralność” – oznajmiłem. „Ochrona wyprowadzi go z budynku”.
5. Popioły Arogancji
Sala balowa wybuchła.
To nie był szmer; To była eksplozja chaotycznych, oszalałych krzyków, oślepiającego, ciągłego błysku setek fleszy i nagłego, agresywnego ruchu tłumu. Prasa finansowa gorączkowo pisała w telefonach, transmitując na żywo najbardziej spektakularną, upokarzającą korporacyjną implozję dekady.
Marcus kompletnie się załamał.