Powietrze było inne. A może ja czułam.
Muzyka wciąż pulsowała. Rozmowy…
Niepewnie poruszona. Żyrandole wciąż świeciły. Ale wszystko wydawało się odległe, gdy szłam pod prąd, nie w stronę łazienki czy wyjścia, jak upokorzony gość, ale w stronę sceny.
Trzy płytkie schodki prowadziły na podest DJ-a. Wspięłam się po nich. DJ otworzył usta, prawdopodobnie żeby zapytać, co robię. Zanim zdążył się odezwać, Marcus pojawił się obok niego i szepnął mu coś do ucha. DJ zbladł. Skinął szybko głową i przesunął muzykę w dół. Piosenka ucichła w niezręcznym trzasku.
Cisza zapadła w sali. Ludzie nie doceniają ciszy w głośnym miejscu. Nie zapada łagodnie. Ona uderza.
Głowy się odwróciły. Rozmowy ucichły. Kilku gości zaśmiało się niepewnie, myśląc, że to błąd techniczny. Wtedy światła na sali rozbłysły pełną jasnością. Romantyczny półmrok zniknął. Elegancja świec zmieniła się w ostry blask, zazwyczaj zarezerwowany dla ekip sprzątających i inwentaryzacji.
„Hej!” krzyknęła Bianca, zasłaniając oczy. „Co ty robisz? DJ, przyciemnij światła. Co to jest?”
DJ spojrzała na mnie, nie na nią. Sięgnęłam po mikrofon. Zapiszczał, sprawiając, że ludzie się skrzywili. Kiedy sprzężenie zwrotne ucichło, mój głos wypełnił salę.
„On wykonuje polecenia” – powiedziałam. „Ty też”.
Wszystkie rozmowy ucichły. Setki oczu zwróciły się w moją stronę. Stałam tam, przesiąknięta winem siostra, z lekko potarganymi włosami, zniszczoną sukienką i spokojnym głosem.
Bianca odwróciła się. Kiedy zobaczyła mnie na scenie, roześmiała się, choć tym razem głośniej.
„O mój Boże. Jest pijana. Naprawdę pijana. Niech ktoś zabierze te poplamione winem śmieci ze sceny, zanim się skompromituje”.
Kilka jej koleżanek się roześmiało. Nie tak głośno jak poprzednio. Denise rzuciła się do przodu, uderzając obcasami o podłogę, z twarzą ściągniętą gniewem.
„Zejdź stamtąd natychmiast, młoda damo” – warknęła. „Zabronię ci wstępu do tego lokalu. To nie jest twoja scena złości”.
Trzymałam mikrofon blisko ust i nie podnosiłam głosu.
„Właściwie, Denise, nie możesz zakazać osobie, która podpisuje czeki”.
Po sali rozbrzmiały zdezorientowane szepty. Podeszła bliżej.