W sali wybuchła eksplozja. Podniosły się głosy. Jedna z druhen krzyknęła o zwrotach. Kuzyn roześmiał się z niedowierzaniem. Ktoś przy barze zapytał, czy mówię poważnie.
„Jeśli pozostaniecie tu o 18:20” – kontynuowałem – „zostaniecie uznani za intruzów i usunięci przez organy ścigania. Biuro szeryfa jest już w pogotowiu. Obsidian Point nie ponosi odpowiedzialności za aresztowania ani pozostawione rzeczy”.
Twarz Bianki
Z bladej zmieniła się w czerwoną. Pobiegła w stronę sceny tak szybko, że zsunęła się z obcasów.
„Ty kłamliwa mała wiedźmo!” krzyknęła. „To zazdrość, prawda? Masz obsesję na punkcie Caleba i nie możesz znieść, że znalazł kogoś lepszego niż jego żałosna, spłukana siostra. Jesteś spłukana. Błagałaś ojca o pieniądze na czynsz w zeszłym tygodniu!”
Denise poszła za nią, chwytając oburzenie jak broń.
„Pracuję w dziale kadr” – oznajmiła. „Wiem, jak wygląda prawdziwa władza. Sprawię, że zostaniesz wpisana na czarną listę w promieniu stu mil. Dopilnuję, żeby inwestorzy się o tym dowiedzieli. Zrujnuję cię”.
Obserwowałam, jak się rozpadają. Jest dziwny spokój, który pojawia się, gdy ludzie, którzy zawsze cię zagłuszali, w końcu tracą grunt pod nogami. To jak oglądanie napadu złości przez kuloodporną szybę.
Wtedy Caleb ruszył. Przecisnął się przez tłum i wyrwał mi mikrofon z ręki z taką siłą, że podrapał mi kostki.
„Słuchajcie wszyscy” – powiedział z wymuszonym śmiechem. „Moja siostra nie czuje się dobrze. Czasami tak się zachowuje”.
Powoli odwróciłam się do niego. Przybrał zranioną, zaniepokojoną minę.
„Odstawiła leki” – powiedział do mikrofonu. „Błagała tatę o czynsz w zeszłym tygodniu, a teraz się wyżywa, bo nie może znieść mojego szczęścia. Wiecie, jak rodzeństwo potrafi być, prawda?”
W tłumie rozległ się niespokojny śmiech. Kilka osób skinęło głowami, a współczucie popłynęło w jego stronę.