Wtedy pokój się zmienił. Nie głośno. Subtelnie. Jak pęknięcie w pewności.
„Jestem właścicielem” – powiedziałam.
Cisza. Głośna. Dzwoniąca. Całkowita.
Za mną pokaz slajdów zatrzymał się na zdjęciu Caleba i Bianki śmiejących się w barze na dachu. Potem przełączył się na dokument cyfrowy. TYTUŁ NIERUCHOMOŚCI – OBSIDIAN POINT HOLDINGS, LLC. Właścicielka: Belinda Sterling.
Goście mrużąc oczy, patrzyli na ekran, potem na mnie, a potem na siebie nawzajem. Szklanka wypadła Calebowi z ręki i roztrzaskała się na podłodze. Bianca szybko zamrugała. Po raz pierwszy tej nocy jej pewność siebie się załamała.
„Co?” – wyjąkała Denise. „To niedorzeczne. Ty? Kim jesteś? Asystentką? Księgową?”
„Kupiłam Obsidian Point trzy lata temu” – powiedziałam. „Kiedyś był to podupadający ośrodek wypoczynkowy o nazwie Oceanside Retreat, a bank przygotowywał się do zajęcia nieruchomości. Odbudowałam go. Remonty, personel, marka – ja”.
Rozejrzałam się po sali.
„Każde krzesło, na którym siedzisz. Każda szklanka, którą trzymasz. Każdy centymetr podłogi pod twoimi stopami. Mój.”
Przy wyjściach pojawiło się sześciu umundurowanych ochroniarzy w cichej formacji, czekających.
„I mam politykę zerowej tolerancji dla tyranów.”
Skinęłam głową w stronę Marcusa. Zrobił krok do przodu na tyle, by wszyscy zrozumieli, że władza w pomieszczeniu się zmieniła.
„Bianco Rhodes i Denise Porter” – oznajmiłam – „złamałyście umowę. To wydarzenie zostaje przerwane ze skutkiem natychmiastowym. Macie dziesięć minut na zabranie swoich rzeczy i opuszczenie mojego terenu.”
Część 3