Potem zobaczył moją twarz.
I jego śmiech ucichł.
„Nie zaczynaj dramatu, Valérie”.
„To nie dramat” – odpowiedziałem. „To twoja zasada. Ja kupuję sobie jedzenie, ty kupujesz sobie”.
Wyraz jego twarzy natychmiast się zmienił.
„To nie było to samo”.
„Tak” – powiedziałem. „Było bardzo wyraźnie”.
Podszedł bliżej, zaciskając szczękę, już zły, bo czuł, jak grunt pod nogami mu się trzęsie.
„Moja rodzina przyjeżdża za kilka godzin”.
„A ty miałeś tygodnie, żeby się nimi zająć”.
Chwycił telefon i zaczął dzwonić do restauracji, potem do firm cateringowych, a potem do odświeżających aplikacji do dostaw, z czasem stając się coraz bardziej nerwowy. Była sobota. Wszystko było już zarezerwowane. Duże zamówienia wymagały wcześniejszego zgłoszenia. Po południu przeszedł już od paniki do oskarżeń.
„Próbujesz mnie upokorzyć” – warknął.
Spojrzałam mu prosto w oczy i wypowiedziałam jedyne zdanie, na które czekałam o wiele za długo.
gtemps.
„Pierwszą osobą, która mnie upokorzyła, byłeś ty”.
Dokładnie o szóstej dom był pełen.
Przyjechali jej bracia ze skrzynkami piwa.