Ivy szybko się poruszyła, stając przed drzwiami, żeby zasłonić okno. „Nie spiesz się” – powiedziała cicho. „Mogę z tobą popatrzeć?”
Skinęłam głową, drżącymi palcami, otwierając aplikację i przewijając do daty mojego upadku. Przycupnęłyśmy razem nad małym, świecącym ekranem.
Wideo się załadowało. Nagranie było w wysokiej rozdzielczości, krystalicznie czyste.
Wchodziłam po schodach z koszem na pranie. Na górze czekała Evangeline. Kamera idealnie uchwyciła jej wykrzywiony, mroczny wyraz twarzy. Uchwyciła agresywny sposób, w jaki pochylała się do przodu. Uchwyciła jej wyciągnięte ręce, odpychające mnie z całej siły.
Mój upadek był brutalny. Musiałam odwrócić wzrok, gdy moje cyfrowe ja gwałtownie staczało się po drewnianych schodach, lądując na dole w poskręcanej, nieruchomej masie.
Ale to, co stało się później, zmroziło mi krew w żyłach.
Evangeline nie spanikowała. Nie krzyknęła ani nie zbiegła po schodach, żeby sprawdzić mi puls. Zamiast tego stała przez kilka długich chwil na najwyższym podeście, spokojnie patrząc na moje połamane ciało. Potem, poruszając się powoli, zeszła po schodach.
Dosłownie przeszła po moim nieprzytomnym ciele.
Kąt kamery zmienił się, gdy weszła do kuchni. Przez otwarte przejście nagranie pokazywało, jak napełnia czajnik, włącza kuchenkę i robi sobie herbatę rumiankową. Siedziała przy mojej kuchennej wyspie, popijając napój, podczas gdy ja leżałam krwawiąc na korytarzu. Czekała całe piętnaście minut, zanim sięgnęła po telefon, żeby zadzwonić do Griffina. Dopiero po rozmowie z nim w końcu zadzwoniła po pogotowie.
„O mój Boże” – wyszeptała Ivy, zakrywając usta dłonią. Jej profesjonalna opanowanie całkowicie się załamało. „Anastasio, ona cię nie tylko popchnęła. Zostawiła cię tam. Chciała, żebyś cierpiała… albo coś gorszego”.
„Mój mąż w to nie uwierzy” – powiedziałam cicho, a łza w końcu spłynęła mi po policzku. „Nigdy w to nie uwierzy. Powie, że to deepfake albo że ją sprowokowałam”.
„Tym razem nie będzie miał wyboru” – odpowiedziała Ivy, zaciskając szczęki w ciasną, zdecydowaną linię. „Właśnie dzwonię na policję. To nie jest zwykły konflikt rodzinny. Celowo opóźniła udzielenie ci pomocy medycznej. To zamach na twoje życie”.
Ivy wymknęła się z pokoju, żeby zadzwonić. Zostawiona sama, wpatrywałam się w sufit, a moje myśli wirowały.
Przez cienkie ściany szpitalnej sali słyszałam rozmowę Griffina i Evangeline na korytarzu. Ich głosy niosły się na tyle, że mogłam usłyszeć mrożącą krew w żyłach rozmowę.
„Griffin, kochanie” – mruknęła Evangeline, a jej głos ociekał udawanym smutkiem. „Może powinniśmy rozważyć skorzystanie z pomocy Anastasii. Może z ośrodka. Te jej oskarżenia pod moim adresem, jej paranoiczne zachowanie z tymi kamerami… to po prostu niezdrowe. Traci kontakt z rzeczywistością”.