Nie traciłam ani chwili na tłumaczenie, kim jestem ludziom, którzy już dawno uznali, że jestem nikim.
Spojrzałam na męża, z rękami pokrytymi krwią, z pieczeniem w żołądku, i powtórzyłam:
„Zadzwoń do mojego ojca”.
Bo żadne z nich nie miało pojęcia, kim naprawdę był mój ojciec.
CZĘŚĆ 2
Damien wciąż się we mnie wpatruje, ale coś się zmieniło.
Krew rozlewa się między moimi udami. Płonący granit kłuje mnie w nos. Każdy nerw w moim ciele woła o pomoc, o powietrze, o coś innego niż ta lodowata płytka pod kolanami. A jednak, pośród tego horroru, mój głos stał się dziwnie spokojny.
To go niepokoi.
Nie krew.
Nie możliwość, że tracę jego dziecko.
Niepokoi go to, że już nie błagam.
„Zadzwoń do mojego ojca” – mówię ponownie.
Tym razem nie muszę podnosić głosu.
Schyla się, w końcu wyjmuje mój telefon spod szafki i odblokowuje go, podnosząc do mojej twarzy. Nienawidzę tego szczegółu, nawet pomimo bólu.
Madame Vautrin siada na krześle z niemal radosną ciekawością, jakby poobiedni show miał się w końcu zacząć.
Damien przegląda moje kontakty, znajduje tatę i przełącza na głośnik.
Słychać jeden sygnał.
Dwa.
Potem odbiera mój ojciec.
Jego głos brzmi cicho, spokojnie, nieco szorstko, z metalicznym brzękiem narzędzi odkładanych na stół warsztatowy w tle.
„Elise?”
Przez absurdalną sekundę przypominam sobie moją młodość w jego warsztacie w Nogent-le-Rotrou. Zapach gorącego oleju. Światło padające pod kątem na otwarte maski. Jego dłonie, poczerniałe od smaru, pokazujące mi, że silnik zawsze mówi prawdę tym, którzy potrafią słuchać.
Damien roześmiał się, zanim zdążyłam się odezwać.
„Dobry wieczór, teściu” – zawołał. „Twoja córka leży na podłodze i odrabia swoje obowiązki, a ciebie woła. Pomyślałam, że to cię rozbawi”.
Pani Vautrin zachichotała.
„Powiedz jej, żeby wzięła mopa! Krwawi na te piękne kafelki!”
Cisza po drugiej stronie linii nabrała ciężaru.
To nie była pustka.
To była gęstość.
Nacisk.