To samo uczucie, co w powietrzu tuż przed burzą.
Kiedy mój ojciec odezwał się ponownie, ciepło w jego głosie zniknęło.
„Podaj mi”.
Damien przytrzymał telefon blisko mojej twarzy, wciąż się uśmiechając.
Z trudem łapię powietrze.
„Tato…” Mój głos jest cichy. „Kod czarny. Dziecko”.
Słyszę jego oddech.
Nie panikuj.
Oblicz.
Potem szuflada zatrzasnęła się z hukiem, drzwi się otworzyły, szybkie kroki na betonie.
„Nie zasypiaj” – mówi. „Ucisk po lewej stronie. Nie ruszaj się, jeśli możesz tego uniknąć. Karetka już jedzie. Policja przyjeżdża zaraz za tobą. Profesor Moreau czeka na ciebie w klinice Saint-Vincent. Nie pozwól im cię przenieść, zanim przyjadą ratownicy medyczni. Słyszysz mnie?”
„Tak” – szepczę.
Damien przewraca oczami.
„Co to za farsa?” – pyta. „Potrzebuje lekarza, a nie jakiegoś starego mechanika z kluczem francuskim”.
Mój ojciec nawet nie odpowiada na obelgę.
Mówi tylko do mnie.
„Posłuchaj mnie uważnie, kochanie. Miej oczy szeroko otwarte. Oddychaj. Już jadę”.
Potem Damien szyderczo mówi:
„A policja też? Za kogo ty się właściwie uważasz?”
Tym razem odpowiada mu mój ojciec.
Jego głos wypełnia kuchnię autorytetem, którego nikt się tu nie spodziewał.
„Jeśli moja córka straci przez ciebie jeszcze minutę, nie musisz wiedzieć, kim jestem. Dowiesz się tego z raportu policyjnego”.
Potem połączenie się urywa.
W kuchni zapada gęsta cisza.