Incydent, który zapoczątkował awanturę, miał miejsce w piątek. Vera zorganizowała „improwizowane spotkanie” – co oznaczało, że dwudziestu czterech zarozumiałych celebrytów traktowało nasz dom jak jednorazowy klub nocny do trzeciej nad ranem. Podczas gdy ona wycofała się do głównego apartamentu, by przespać spektakularnego kaca, ja zostałem sam, by przed moją grupą do nauki o 8:00 rano przedzierać się przez pole bitwy lepkich podłóg, porzuconych limonek i przepełnionych popielniczek.
Zmęczenie czyni cię niezdarnym. Wlokłem po głównych schodach ogromną plastikową skrzynię wypełnioną pustymi, brzęczącymi butelkami po alkoholu. Moja stopa, ubrana w znoszoną skarpetkę, natknęła się na ukrytą plamę rozlanej tequili w pobliżu najwyższego stopnia.
Świat gwałtownie się wywrócił.
Nie tylko upadłem; ja po prostu się stoczyłem. Staczałem się po stromych schodach z płytek Saltillo, machając kończynami, aż mój tors uderzył z mdłą siłą o ostrą, nieustępliwą krawędź ciężkiego marmurowego cokołu w głównym holu.
Głęboko w moim brzuchu rozkwitło lokalne gorąco. To nie był tępy ból; To była ząbkowana krawędź, skręcająca się i wgryzająca w miękką tkankę z każdym rozpaczliwym łykiem powietrza. Leżałam zwinięta w pozycji embrionalnej na zamarzniętych kafelkach przez godziny, a przed oczami miałam mnóstwo czarnych plam. Ciśnienie wewnętrzne było potworne, niczym balon rozprężający się, oplatający moje narządy.