Rozłączyłem się, a łzy napłynęły mi do oczu. Skłamałem, bo jakaś żałosna, naiwna część mojej duszy wciąż wierzyła, że Vera w końcu zorientuje się, że zaginąłem i pobiegnie do szpitala, dręczona poczuciem winy.
To złudzenie zostało brutalnie zamordowane niecałą godzinę później.
Mój telefon zawibrował na plastikowej szafce nocnej. SMS od Very. Serce zabiło mi z rozpaczliwą nadzieją. Otworzyłem.
Gdzie schowałeś zapasowe klucze do furtki? Facet od basenu ją zamknął, a moi znajomi przyjdą za godzinę.
Żadnej wzmianki o plamie krwi, którą zostawiłem na kafelkach. Żadnego pytania, dlaczego moje łóżko nie było zasłane. Byłem zaginionym urządzeniem, a nie zaginioną siostrą.
Palce mi się trzęsły, gdy odpisywałam: Jestem w szpitalu. Miałam pilną operację. Potrzebuję pomocy z papierami ubezpieczeniowymi.
Natychmiast pojawił się znajomy komunikat o odczytaniu. Przeczytano o 16:12.