A potem… nic. Cyfrowa cisza ciągnęła się w nieskończoność, dusząca i absolutna. Przeczytała, że jej siostra została okaleczona chirurgicznie i po prostu użyła Tabulatora, żeby pisać do znajomych. Byłam tylko zepsutym narzędziem, porzuconym w chwili, gdy przestałam być użyteczna.
Następnego ranka o 8:00 przenikliwy dzwonek telefonu wyrwał mnie z niespokojnego, wywołanego lekami snu. Sięgnęłam po telefon, bezmyślnie odbierając połączenie.
„Czy celowo sabotowałaś kuchnię, zanim poszłaś udawać chorego?”
Głos Very nie wydobył się z głośnika; wręcz eksplodował. Musiałam siłą odsunąć telefon od ucha, krzywiąc się, gdy nagły ruch szarpnął moje świeże szwy brzuszne.
„Co?” Wychrypiałam z suchym jak pieprz gardłem.