Wyciągnąłem telefon.
„Teraz powiesz policji dokładnie, jak to wygląda”.
W chwili, gdy wybrałem numer, przestała udawać.
„Nie udawaj świętej!” – warknął gniewnie. „Nigdy cię tu nie było. Nigdy! Właśnie zrobiłem to, czego potrzebowała ta bezużyteczna kobieta. Ktoś musiał zrobić tu porządek”.
Klara stłumiła jęk.
Włączyłem głośnomówiący.
„Halo, potrzebuję radiowozu i karetki. Moja ciężarna żona jest poddawana przemocy psychicznej i fizycznej w domu. Pracownik wciąż tam jest”.
Kiedy Minda zdała sobie sprawę, że nie ma wyjścia, pobiegła do kuchni.
Poszedłem za nią.
Próbował złapać jej torbę, ale byłem pierwszy i go kopnąłem. Próbowała mnie przepchnąć. Zablokowałem jej wyjście, nie dotykając jej.
„Ani kroku dalej”.