Położnik mówił cicho, ale jasno: utrzymujący się stres był niebezpieczny. Objawy silnego lęku, częściowego niedożywienia i epizody sedacji wymagały dalszych badań.
Przyszedł też psychiatra perinatalny.
Bez pośpiechu wyjaśnił nam, jak działa przemoc. Jak można izolować, manipulować, upokarzać i wzbudzać strach, aż ofiara zwątpi w swoją poczytalność.
Słuchając go, poczułam obrzydzenie do samej siebie.
Bo zaczęłam sobie przypominać.
Klara powiedziała, że ostatnio czuła się „niezdarna”.
Klara zapytała mnie, czy uważałam się za złą matkę, zanim nią zostałam.
Klara płakała, bo stłukła szklankę, której nawet nie stłukła.
Klara prosiła mnie o wybaczenie za „nakładanie na mnie dodatkowych wydatków”, kiedy widziałam, że z każdym tygodniem schudła.
Wszystko było w niej.
Krzyczała.
A ja tego nie widziałam.
Tej nocy siedziałam przy jej łóżku aż do świtu.
Dotknęłam telefonu tylko po to, żeby wysłać dwie wiadomości.
Pierwsza, do działu kadr: „Anuluję wszystkie podróże do narodzin syna. Jeśli to zagrozi mojej pozycji, to się zgodzę”.
Druga, do mojego prawnika: „Chcę pełnego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Kradzież, kradzież tożsamości, oszukańcze administrowanie, znęcanie się, zatrzymanie majątku – wszystko, co ma zastosowanie. Wszystko”.
Klara otworzyła oczy krótko po 5:00 rano.