„Nie powstrzymasz mnie!”
„I nie mogłeś torturować mojej żony”.
Jego oczy się zmieniły.
Nie wyglądały już na przestraszone. Wydawały się pełne nienawiści.
„Torturować?” Zaśmiał się pogardliwie. Ta kobieta była już zepsuta w fabryce. Po prostu tego nie dostrzegałeś. Płakała bez przerwy. Wątpiła. Prosiła o pozwolenie na jedzenie. Przepraszała za oddychanie. Po prostu naciskałem tam, gdzie już byłem słaby.
To zdanie mnie zmroziło.
Bo było prawdą w części, na którą wstydziłem się patrzeć.
Klara ostatnio za dużo przepraszała.
Bo się męczą.
Za przytycie.
Za wczesne zasypianie.
Za to, że nie są „ładne”.
A ja, idiotka, myślałam, że to normalne kompleksy związane z ciążą.
Nie.
Ktoś go niszczył dzień po dniu, podczas gdy ja podpisywałam umowy.
Policja przyjechała w niecałe dziesięć minut.
Karetka, w niecałe piętnaście minut.
Kiedy weszli funkcjonariusze, Clara zaczęła hiperwentylować na widok mundurowych. Musieli mówić do niej powoli, prawie jak do przestraszonego dziecka. Nie odstępowałam jej na krok, gdy ją badano.
Ratownik medyczny spojrzał na mnie poważnie.
„Ma pani poważne podrażnienie skóry, lekkie odwodnienie i poważne załamanie nerwowe. Wymaga to natychmiastowej oceny. I nie powinna była być narażona na taki poziom stresu w czasie ciąży”.
Skinęłam głową, niezdolna do wymówienia słowa.