Dla Mathieu.
Datowany na sześć miesięcy przed jej śmiercią.
Jeśli mój syn jest na tyle głupi, by pomylić urok z charakterem, to proszę cię – nie dlatego, że jestem cokolwiek winien twojej rodzinie, ale dlatego, że wiem, jakim jesteś człowiekiem – abyś uniemożliwił Béatrice zdobycie tego, co należy do moich wnuczek. Julien jest słaby, gdy jego wizerunek jest pochlebiony. Ty nie.
Palce Sophie zaczęły drżeć.
Były też inne listy. Inne dowody na to, że Mathieu od dawna próbował rozwikłać pułapkę prawną. Dowód na to, że Julien wiedział wystarczająco dużo, by zrozumieć niebezpieczeństwo, ale za mało, by oprzeć się presji. Dowód na to, że jego ojciec, tonąc w długach i upokorzeniu, omal nie podpisał dokumentów, które odebrałyby rodzinie znacznie więcej niż dom.
A na samym dole, w ostatniej teczce, leżało zdjęcie.
Jej, dwudziestolatki, przed wydziałem prawa w Lyonie, z książkami w rękach, z głową odchyloną do tyłu w śmiechu uchwyconym bez jej wiedzy.
Na odwrocie pismo Mathieu.
Data.
Siedem lat wcześniej.
Sophie długo stała bez ruchu.
Atmosfera w pokoju uległa zmianie.
Nie dlatego, że to zdjęcie dowodziło czegoś prostego, ale wręcz przeciwnie, dlatego, że otwierało drogę do czegoś o wiele bardziej niepokojącego. Znał ją, zanim ona poznała jego. Obserwował ją z daleka na długo, zanim Julien zaczął się do niej zalecać. To, co zaprowadziło go do ołtarza, nie narodziło się w ciągu jednego dnia kryzysu.
Tego samego wieczoru poszła go szukać.