„Zaczęłam chorować. Powoli. Czułam się ciągle zmęczona. Otępiała”.
Dr Anderson, który wrócił cicho, mówił ostrożnie.
„To mogłoby tłumaczyć opóźnioną reakcję ogólnoustrojową. Gdyby coś było wprowadzane stopniowo, z czasem…”
Nicole spojrzała na niego. „Czy normalne badania by to wykryły?”
„Niekoniecznie. Chyba że specjalnie tego poszukamy”.
Nicole odwróciła się do mnie. „Wtedy zaczynamy szukać”.
Kolejne dwa dni zlewały się w jedną burzę badań i analiz.
Nicole naciskała na wszystko, co możliwe.
I po raz pierwszy lekarze przestali pytać, co mi jest.
Zaczęli pytać, co mi zrobiono.
Arthur próbował raz go odwiedzić, ale Nicole zorganizowała ochronę szpitala, żeby mu to uniemożliwiła.
Chloe nigdy nie wróciła.
Trzeciego dnia dr Anderson wszedł do mojego pokoju i cicho powiedział: „Znaleźliśmy ślady związku. Czegoś, co może z czasem zaburzać funkcje neurologiczne. Małe dawki pojedynczo nie powinny budzić obaw. Ale wielokrotna ekspozycja…”
Nie musiał kończyć.
Zrozumiałam.
Nicole też zrozumiała.
„Zgodne z połknięciem?” zapytała.
„Tak”.
Wszystko nagle nabrało sensu.