Bruce natychmiast zamarł, a potem nachylił się bliżej.
„Mamo?” wyszeptał.
Tym razem zmusiłam usta do poruszenia się.
„C… cześć… kochanie…”
Słowa ledwo wyszły z moich ust.
Bruce gwałtownie wciągnął powietrze.
„Nie śpisz…”
„Nie” wyszeptałam. „Li… słuchaj. Nie mamy du… dużo czasu…”
Mój syn ponownie ścisnął moją dłoń, ale tym razem nie ze strachu.
„Musisz zrobić zdjęcia… tym…
dokumenty… dokumenty, które mają. Przynieś mi je jutro. Nie… daj się złapać… i nic nie mów…”
Zapadła krótka cisza, zanim odpowiedział.
„Zrobię to”.
To był mój syn.
Cicho. Ostrożnie. Zawsze czujnie.
Arthur wrócił kilka minut później.