Zanim zdążyłam to przetworzyć, drzwi się otworzyły. Usłyszałam kroki dwóch par.
Nie musiałam ich widzieć, żeby wiedzieć, kim dokładnie są.
Arthur, mój mąż, i Chloe, moja siostra.
„Jesteś pewna, że nadal nie śpi?” zapytał Arthur. Jego głos brzmiał zimno i niecierpliwie. Nie był wyczerpany ani zaniepokojony, tylko… zirytowany.
W niczym nie przypominał mężczyzny, który kiedyś obiecał, że nigdy mnie nie opuści.
„Lekarz już powiedział, że się nie obudzi” – odpowiedziała Chloe nonszalancko, jakby rozmawiała o pogodzie.
Wtedy to usłyszałam.
Cichy dźwięk. Pocałunek.
Coś boleśnie ścisnęło mnie w piersi.
„Dobrze” – wyszeptał Arthur. „Wszystko w końcu się układa”.
Moje tętno przyspieszyło.
O czym on mówił?
Co to miało znaczyć?
„Jak tylko odłączą mi aparaty podtrzymujące życie, to koniec” – dodała Chloe. „Nikt nie będzie miał wątpliwości”.
Uścisk Bruce’a zacisnął się mocniej na moich palcach.
„Ale nadal musimy być ostrożni” – powiedział Arthur. „Teraz nie możemy popełniać błędów”.
Na chwilę zapadła cisza.
Potem Chloe ściszyła głos.
„A chłopiec?”
Wszystko we mnie zamarło. Prawie się wyprostowałam, ale ufałam synowi.
Arthur odpowiedział bez wahania.
„Zrobimy dokładnie to, co zaplanowaliśmy dla Bruce’a”.
Ręka mojego syna zaczęła gwałtownie drżeć.