Arthur zaśmiał się szorstko, szczekająco, z niedowierzaniem. Spojrzał na żonę, a potem z powrotem na Claire, kręcąc głową z udawanym rozbawieniem.
„Wzywasz policję?” – zadrwił Arthur, a jego głos ociekał protekcjonalnością. „Na siebie? Za wtargnięcie do naszego domu? Masz uszkodzony mózg po upadku, Claire?”
„Niech do nich zadzwoni, Arthurze” – prychnęła Eleanor, wchodząc do kuchni. „Wyciągną ją stamtąd i w końcu będziemy mogli mieć trochę spokoju. Jest kompletnie niezrównoważona”.
Claire nie protestowała. Nie krzyczała, że się mylą. Spokojnie podeszła do ciężkiej, zamkniętej na klucz dębowej szafki stojącej w kącie jadalni. Wpisała sześciocyfrowy kod dostępu do elektronicznego zamka. Ciężkie drzwi otworzyły się z kliknięciem.
Sięgnęła do środka i wyciągnęła gruby, ciężki, jaskrawoczerwony segregator.
Wróciła do kuchni i rzuciła segregator na granitową wyspę, prosto na drogie jedzenie na wynos Vanessy. Głośny huk sprawił, że Vanessa podskoczyła, upuszczając pałeczki.