„A co?” – zapytałem cicho.
Jego oczy stały się zimne.
„Albo dowiesz się, co to znaczy być samotnym”.
Tego popołudnia przyszedł Daniel z papierami.
Nigdy nie pukał.
Żaden z panów Bennettów tego nie zrobił.
„Richard chce, żeby to załatwić po cichu” – powiedział Daniel, rzucając teczkę na stół.
„Zmiany w umowie poślubnej”.
Przekartkowałem kartki.
Groźby ukryte pod językiem prawniczym.
Jeśli odejdę, nic nie dostanę.
Jeśli wypowiem się publicznie, pozwą mnie.
Gdybym oskarżyła Richarda, uznaliby, że jestem niezrównoważona.
„My?” – zapytałam.
Daniel uśmiechnął się złośliwie.
„Rodzina”.