Bez policyjnego śledztwa.
Bez sekcji zwłok.
Tylko podpisany akt zgonu, zamknięta trumna i nieustająca presja ze strony rodziny Vale, żeby skremować ją przed zachodem słońca.
Marcus podszedł na tyle blisko, że poczułem w jego oddechu zapach drogiej whisky.
„Wżeniłeś się w tę rodzinę, Danielu” – mruknął. „Nie masz na nią wpływu”.
Byłem synem mechanika. Cichym mężem, którego uważali za szczęściarza, że poślubił Clarę. Nikogo, stojącego w pożyczonych czarnych ubraniach.
A przynajmniej tak im się wydawało.
Podszedłem do trumny.
Helena natychmiast mi przeszkodziła.
„Wystarczy”.
„Chcę ją zobaczyć ostatni raz”.