„Nie”.
Odpowiedź padła zbyt szybko.
W pokoju zapadła cisza.
Powoli odwróciłem się w stronę doktora Crane’a.
„Jeśli rzeczywiście zmarła śmiercią naturalną” – powiedziałem spokojnie – „to otwarcie trumny nie powinno nikogo przestraszyć”.
Lekarz z trudem przełknął ślinę.
Marcus zaśmiał się cicho.
„Ośmieszasz się”.
„To pozwól mi porządnie się ośmieszyć”.
W pobliżu komory kremacyjnej dwóch pracowników zawahało się przy drzwiach pieca. Za nimi płonęły płomienie niczym żywa istota czekająca na posiłek.
Spojrzałem im prosto w oczy.
„Otwórzcie”.
Helena nagle warknęła:
„On tu nie ma żadnych uprawnień”.
Bez słowa sięgnąłem do kieszeni płaszcza i rozłożyłem dokument.
„Właściwie” – powiedziałem cicho – „mam”.
Miesiące wcześniej, po komplikacjach w ciąży Clary, podpisała ona dyspozycje dotyczące nagłych wypadków medycznych, ustanawiając mnie jej przedstawicielem prawnym w każdej spornej sytuacji medycznej – w tym w przypadku śmierci.
Twarz Heleny natychmiast pociemniała.
Pracownicy powoli otworzyli trumnę.
Skóra Clary była blada jak wosk. Jej usta miały delikatny, niebieskawy odcień. Jej dłonie spoczywały na brzuchu pod białą tkaniną.
Wtedy jej brzuch się poruszył.
Drobny ruch.