I jedna koperta – z moim imieniem.
Pierwsze zdjęcie było ze studniówki.
Leo i ja, uśmiechnięci pod srebrnymi serpentynami.
Prawie znowu słyszałam jego głos:
„Uśmiechnij się, Em. Pewnego dnia pokażemy to naszym dzieciom”.
Julian podał mi list.
„Mój tata zmarł sześć miesięcy temu” – powiedział. „Kazał mi obiecać, że cię znajdę”.
Ręce mi drżały, kiedy go otwierałam.
„Moja Em,
jeśli to czytasz, to mój syn cię znalazł – czego nigdy nie udało mi się zrobić.
Nie zostawiłam cię tamtej nocy. Przyszłam do twojego domu, jak obiecałam. Ale zamiast tego spotkałam twoją matkę. Powiedziała, że się mnie wstydzisz… że już mnie nie chcesz.
Dała mi twój medalion.
Próbowałam do ciebie pisać. Co tydzień. Potem co miesiąc. Ale listy nigdy do ciebie nie docierały.
Myślałam, że mnie nienawidzisz.
Powinienem był bardziej walczyć. To mój największy żal. To, że cię nie kochałam – nigdy.
Jeśli potrafisz cokolwiek wybaczyć… wybacz chłopcu, który nie wiedział lepiej.
Zachowałam twój medalion. Bo przypominał mi, że kiedyś… mnie wybrałaś.
Na zawsze twoja,