„Zawsze tak się zaczyna”.
Julian uśmiechnął się blado. „W porządku. Mój tata dorastał niedaleko stąd”.
Serce mi podskoczyło.
„Blisko gdzie?”
Wymienił miasto.
Miasto Leo.
Leo był moją pierwszą miłością.
Nie ojcem Lili – to był Matthew, mężczyzna, którego poślubiłam później, mężczyzna, który dał mi córkę, zanim rak zabrał go zbyt wcześnie.
Kochałam Matthew głęboko.
Ale Leo…
Leo był pytaniem, na które nigdy nie otrzymałam odpowiedzi.
Z powrotem przy stole, Julian przyglądał mi się zbyt uważnie.
Jakby coś wiedział.
Lila ścisnęła jego dłoń. „Opowiedz jej o jeziorze – o oświadczynach”.
„Może później” – powiedział cicho.
To przykuło moją uwagę.
Zanim zdążyłam zapytać o więcej, poluzował kołnierzyk.
„Przepraszam – tu jest ciepło”.
Zdjął kurtkę i podwinął rękawy.
I wtedy to zobaczyłam.
Mały tatuaż z kotwicą na przedramieniu.