„Mamo” – powiedziała wcześniej Lila – „wiercisz się”.
„Denerwuję się” – przyznałam.
Jej wyraz twarzy złagodniał. „Naprawdę go kocham”.
To był pierwszy raz, kiedy powiedziała to na głos.
Wsunęłam kosmyk włosów za jej ucho. „W takim razie postaram się go kochać… chyba że będzie żuł z otwartą buzią”.
„Mamo!”
„Mam standardy”.
Tylko dla ilustracji
Teraz, przy stole, Julian siedział naprzeciwko mnie.
Kroił jedzenie lewą ręką.
Leo był leworęczny.
Ścisnęło mnie w piersi.
„Więc, Julian” – zapytałam swobodnie – „gdzie dorastałeś?”
„Głównie w Michigan” – odpowiedział. „Trochę się przeprowadzaliśmy”.
„Rodzina wojskowa?”
Pokręcił głową. „Nie. Mój tata po prostu dużo się przeprowadzał, zanim się urodziłem”.
Lila rzuciła mi ostrzegawcze spojrzenie. „Mamo, nie zaczynaj”.
„Po prostu zadaję pytania”.