„Chcieliśmy poczekać do końca pierwszego trymestru, tato” – wyjaśniłam. „Żeby mieć pewność”.
„Bezpieczna przed czym?” – prychnęła Erica. Wstała, z drapieżną ciekawością w oczach. Podeszła do mnie, jej ruchy były gwałtowne i urywane. Spojrzała na mój brzuch z pogardą. „Nie wygląda na nic wielkiego. Ledwo widać. Jesteś pewna, że to w ogóle żyje?”
Okrucieństwo tego pytania zaparło mi dech w piersiach. Michael zesztywniał obok mnie, zaciskając szczękę.
„Erico” – powiedziała cicho mama, a w jej głosie pobrzmiewała nuta ostrzegawcza – nie przed zachowaniem Eriki, ale przed moją potencjalną reakcją. „Bądź miła”.
Erica ją zignorowała. Wbiła mi szturchnięcie w brzuch. Mocno. To nie był delikatny dotyk; to było terytorialne szturchnięcie, palec wbijający się w moje ciało z niepotrzebną siłą. „Wygląda na to, że po prostu za dużo makaronu jadłaś, Sarah. Ale z drugiej strony, zawsze wyglądałaś na ciężką”.
„Hej!” – warknął Michael, a jego głos przeciął pomieszczenie. „Nie mów do niej w ten sposób. I nie dotykaj jej”.
Erica cofnęła się, jakby dostała w twarz, cofając rękę i przybierając urażony wyraz twarzy. Odwróciła się do naszych rodziców, a jej dolna warga drżała. „Tylko się wygłupiałam! Boże, jaki on agresywny. Czemu ciągle na mnie krzyczy?”