Kiedy nas zobaczyli, mój ojciec wstał.
„No i co?” zapytał, patrząc na zegarek. „Czy dramat się skończył? Możemy już iść do domu?”
Michael zatrzymał się. Delikatnie puścił moją dłoń i podszedł do nich. Poruszał się z przerażającym spokojem, niczym drapieżnik polujący na swoją ofiarę.
Zatrzymał się zaledwie kilka centymetrów od twarzy mojego ojca.
„Zabiłeś nasze dziecko” – powiedział Michael. Jego głos był pozbawiony emocji. To było…
martwy.
Mój ojciec zamrugał. „Synu, nie dramatyzuj. To było nieporozumienie. Erica nie miała na myśli…”
„Masz prawo milczeć” – przerwał Michael lodowatym głosem. „Bo wszystko, co powiesz, może zostać wykorzystane przeciwko tobie w sądzie”.
Mama jęknęła. „Michael! Grozisz nam?”
„Nie, Lindo” – powiedział Michael, patrząc na nią z zimnym obrzydzeniem. „Obiecuję ci. Od tej chwili moim życiowym celem będzie zniszczenie twojego istnienia. Zabiorę ci wszystko, co masz. Twoje pieniądze, twoją reputację, twoją wolność. Będziesz żałować, że nie umarłaś dziś wieczorem”.
Odwrócił się do Erici, która w końcu podniosła wzrok znad telefonu, a w jej oczach pojawił się strach.
„A ciebie” – wyszeptał Michael. „Założę się, że gdybym naprawdę się postarał, mógłbym cię zamknąć w klatce, gdzie twoje miejsce”.
Odwrócił się do mnie, obejmując mnie w talii, żeby mnie podtrzymać.
„Odejdźcie” – rozkazał im. „Teraz. Zanim sam was zabiję”.