„Michael, proszę” – powiedział mój ojciec, ciężko wzdychając. „Erica jest po prostu podekscytowana. Wyraża to inaczej. Nie ma potrzeby podnosić głosu w tym domu”.
„Właśnie obraziła moją żonę i wbiła sobie palec w ciążowy brzuch” – powiedział Michael z niedowierzaniem w głosie. „To nie jest podekscytowanie. To pobicie”.
„Och, przestań się zachowywać jak prawniczka” – moja mama machnęła lekceważąco ręką. „Sarah wie, że Erica nie miała nic złego na myśli. Sarah jest twarda. Potrafi żartować. Prawda, kochanie?”
Spojrzałam na mamę, potem na tatę, a w końcu na Ericę, która teraz uśmiechała się ironicznie, skrywając dłoń. To była dynamika. „Tajny kontrakt”, który podpisałam przy narodzinach: byłam gąbką, która wypełniała ich dysfunkcje, solidną skałą, którą mogli odłupać, a Erica szklaną figurką, którą trzymały w zamkniętej szafce.
„To nie było śmieszne” – powiedziałam cicho.
Erica przewróciła oczami. „Jesteś taka wrażliwa. To żałosne”. Przysunęła się bliżej, jej głos zniżył się do konspiracyjnego szeptu, choć wszyscy mogli go usłyszeć. „Założę się, że to nieprawda. Założę się, że gdybym się postarała, dałabym radę to uciszyć”.
Słowa zawisły w powietrzu, groteskowe i niezrozumiałe. Zanim mój mózg zdążył przetworzyć groźbę, cofnęła nogę.
Część 2: Punkt bez powrotu