To stało się tak szybko. Podczas gdy moi rodzice opatrywali jej „posiniaczone” ramię, Erica rzuciła się do przodu na czworaka i ponownie uderzyła nogą.
Drugi kopniak był brutalny. Uderzył mnie w bok z przerażającą siłą, pozbawiając tchu. Straciłam równowagę. Zatoczyłam się do tyłu, moje stopy zaplątały się w dywan.
Świat przechylił się na bok. Zobaczyłam kręcący się wentylator sufitowy. Zobaczyłam przerażoną twarz Michaela, która sięgała w moją stronę.
Potem ciemność.
Tył mojej głowy uderzył w ostry róg solidnego dębowego stolika kawowego. Oślepiający błysk białego światła, dźwięk jak strzał z pistoletu w mojej czaszce, a potem cisza.
Unosiłam się w ciemnym, zimnym oceanie. Docierały do mnie głosy, stłumione i zniekształcone, jakby dochodziły spod wody.
„…wstawaj, Sarah, przestań udawać…” To był mój ojciec.
„…ona udaje, Spójrz na nią…” To była Erica.
„…zadzwoń pod 911, o Boże, jest krew…” To była… kto to był?
Odzyskałam przytomność. Ból promieniował z tyłu głowy, pulsując w rytm bicia serca. Czułam, jakby płonął mi żołądek.
„Pospiesz się”, szyderczy głos mojego ojca przeciął mgłę. „Wstawaj, Sarah. Przestań psuć wieczór. Albo każę Erice kopnąć cię jeszcze raz, żeby cię obudzić”.
Poczułam, jak but szturcha mnie mocno w żebra. Odprawę. Kopniak w martwego psa na poboczu drogi.
Wtedy atmosfera się rozpadła.
Pomieszczenie wypełnił demoniczny ryk. To był dźwięk czystej, pierwotnej wściekłości.
„ODEJDŹ OD NIEJ!”