Pierwszy kopniak był niewyraźnym ruchem. Zobaczyłam, jak porusza się czubek jej ciężkiego buta bojowego, a potem eksplodował ból w podbrzuszu.
„Erica!” krzyknęłam, zginając się wpół i trzymając się za brzuch. Szok był równie paraliżujący, co ból. Moja własna siostra. Moje dziecko.
„Co ci, do cholery, jest?” – ryknął Michael. Zerwał się z krzesła, popychając Ericę do tyłu. Potknęła się i upadła na pluszowy dywan.
W pokoju natychmiast zapanował chaos. Ale nie taki, jakiego spodziewałaby się każda rozsądna osoba.
Moi rodzice nie rzucili się do mnie. Nie pytali, czy z dzieckiem wszystko w porządku. Pobiegli do Eriki.
„Erico, kochanie, wszystko w porządku?” – zagruchała mama, padając na kolana obok dziewczyny, która właśnie zaatakowała ciężarną kobietę. „Zrobił ci krzywdę? O mój Boże, Davidzie, spójrz na jej rękę!”
„Saro, zobacz, co zrobiłaś!” – warknął na mnie ojciec, czerwieniąc się z oburzenia. „Wiesz, jaka wrażliwa jest twoja siostra! Nie trzeba jej było prowokować!”
„Kopnęła mnie w ciążowy brzuch!” – krzyknęłam, a łzy bólu i niedowierzania spływały mi po twarzy. Łapałam powietrze, a pokój wirował. „Kopnęła mnie”
Tato! Próbowała zrobić krzywdę dziecku!
Erica usiadła, łzy spływały jej po twarzy, ale jej oczy – wpatrzone w moje, ponad ramieniem mamy – były zimne i martwe. Nie było w nich skruchy. Tylko lodowata satysfakcja.
„Mówiłam ci” – wyszeptała głosem przesiąkniętym jadem. „Założę się, że dałabym radę to uciszyć”.
Potem rzuciła się do przodu.